Please enable / Bitte aktiviere JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]

Komentarz napisał Motern Messerschmidt (DF), członk Parlamentu Europejskiego

W zeszłym roku odwiedziłem stare, piękne, polskie miasto królewskie - Kraków. Miasto przesiąknięte historią i kulturą chrześcijaństwa oraz zachodniej cywilizacji. Chodząc starymi uliczkami miasta nie mogłem nie myśleć o losie, innych zachodnich wielkich miast.

A ponieważ w telewizji przewijały się obrazy z Ramblaen w Barcelonie, gdzie doszło do zamachu terrorystycznego, przyszło mi na myśl, jak bezbronni byliby spacerujący po Krakowie ludzie, gdyby w tej chwili jakiś Jihadysta chciał przeprowadzić zamach za swoją wiarę.

Jednak żaden turysta czy mieszkaniec Krakowa nie musi się bać, iż jakiś straumatyzowany i porzucony dzieciak uchodźcy mógłby nagle zacząć atakować ludzi nożem na Rynku Głównym. Na ciasnej ulicy Floriańskiej nie widać ani jednego cementowego bloku mającego zapobiec atakowi terrorystycznemu. Dlaczego nie? Czy polskie władze są tak samo lekkomyślne jak francuskie, szwedzkie czy hiszpańskie? Czy popełniają świadomie te same błędy?

 

Przecież nikt nie może wykluczyć, że noż, siekiera, bomba, strzelba- albo ciężarówka- w rękach azylanta, którego wniosek o pobyt został odrzucony, tak jak miało to miejsce w Szwecji, czy Finlandii,  nie przeleje krwi polskich obywateli. Lecz ryzyko takie jest znikome- wręcz nad wyraz mało prawdopodobne.

Tak samo mało prawdopodobne jest to, że bandy uliczne składające się z młodych mężczyzn z krajów muzułmańskich wyrwą władzę państwu nad dzielnicami miast, i tam toczyć będą swoje plemienne walki za dusze swych przodków i uczynią życie zwykłych obywateli niepewnym.

Gang uliczny w Krakowie, taki w stylu „Loyal to Familia”, nigdy nie spotkałby się z marszem pokojowym mieszkańców miasta z przesłaniem nawiązania dialogu, wzmożonej integracji i z modlitwą na ustach, by „odzyskać ich Kraków”.

Nie, w Krakowie Loyal to Familia, Black Army czy Black Cobra nie zdołałyby ujrzeć wschodu słońca, gdyż utworzyłby się nagle spontaniczny ruch i bez wspólnych pieśni „odzyskałby Kraków”. Sklepikarze, taksówkarze, drogowcy, zamiatacze ulic, kibice, studenci, przewodnicy turystyczni i turyści z innych polskich miast, zrobiliby bigos z tych gangów, bez pomocy policji i tak błyskawicznie, że aktywiści walczący o prawa człowieka i gderacze popijający kawusie nie zdążyliby przyjść członkom gangu na ratunek.

Na ulicach Polski nie zobaczy się burki czy niqabu, w przedszkolach nie serwuje się posiłków halal, nie buduje się odrębnych basenów dla chłopców i dziewczynek, w szkołach nie przestrzega się Ramadanu, nie ma meczetu Grimhøj, ani Hizbut Tahrir.  Żaden syryjski Jihadysta, który powrócił z wojny nie otrzymuje wsparcia, dofinansowania do mieszkania i leczenia po traumatycznych dolegliwości stresowych. Dlaczego? Bo w Polsce nie ma Gjellerup, Vollsmose, Rosengården, Bradford czy les banlieus de I´islam. Polska nigdy nie wysłała muzułmanina z polskim paszportem do islamskich czarnych brygad w Syrii. W Polsce żaden rysownik gazety, strażnik więzienny, nauczyciel, pracownik opieki społecznej czy polityk nie obawia się o własne życie i nie musi prosić państwo o ochronę policyjną.

Czyż to nie brzmi jak Dania, jaką niegdyś znali Duńczycy? Czyli przed wprowadzeniem w życie ustawy o obcokrajowcach z 1983 roku, kiedy to każdy polityk, nawet premier mógł do Christiansborg dojeżdżać na rowerze.

A teraz UE chce ukarać Polaków, że nie przyjęli 6.000 muzułmańskich azylantów, którzy przybyli do Włoch i Grecji. Polacy pytają, dlaczego zmusza się ich do tej samej  katastrofy, którą widzą i która dotyka inne państwa zachodniej Europy.

Dlaczego historyczne perły polskich miast, jak Kraków mają być zamienione na to, co spotyka inne miasta europejskie?

Polacy to jeden z najbardziej uśmiechniętych narodów w Europie. Lecz każdy ma swoje granice, jak twierdzą Polacy. Nikt im nie mówił, że po trwających 500 latach walk z Mongołami, Muzułmanami i marksistami nagle przyjdzie im płacić cenę za walki plemienne i chaos religijny, w którym nie mają udziału i który toczy się tysiące kilometrów od ich ciężko doświadczonego państwa.

71% Polaków nie chce przyjęcia muzułmańskich azylantów. Aż 51,2% jest gotowa wystąpić z Unii, jeśli Unia zmusi Polskę do przyjęcia uchodźców. Przeciwko takiej decyzji jest 37,6%.

Liczby mówią jednoznacznym językiem, który powinien zrozumieć nawet najbardziej oporny unijny biurokrata.

Zanim Dania przystąpi więc do chóru wyjców przeciwko Polsce, może najpierw spytamy sami siebie, dlaczego Duńczyk jest bardziej bezpieczny spacerując po Floriańskiej w Krakowie niż po Ramblaen w Barcelonie czy Strøget w Kopenhadze?

Podczas podbojów przez nazistowskie Niemcy żaden europejski kraj nie wycierpiał tyle, ile Polska.

Jednocześnie Polacy mogą z dumą i pełnym prawem podkreślać, że Polska to kraj bez zdrajców takich jak Vidkun Quisling w Norwegii, Fritz Clausen w Danii czy Phillipe Petain we Francji. Pomimo to, biurokraci z Brukseli czują się w obowiązku pouczać Polaków, jak powinni się zachowywać!

Źródło: Berlingske

e-max.it: your social media marketing partner
  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0